Jan Wróblewski zakończył kariere
Jan Wróblewski zakończył swą karierę szybowcową, ale nie przestał „bujać w obłokach". Jednak jakże to „bujanie" różni się od pierwszych prób, od wydarzeń sprzed kilkunastu lat. Na lotnisku bydgoskiego Aeroklubu spotykał się w gronie rówieśników niemal codziennie. Jaś, urwisowaty blondyn, był z tej grupy najmłodszy, choć nikt, a już na pewno instruktorzy, o tym nie wiedzieli. - A masz skończone szesnaście lat? - zapytał kierownik młodzieżowej szkółki, gdy po raz pierwszy zjawił się na zajęciach. Zawahał się tylko przez moment. - Oczywiście! Spojrzał „po męsku" prosto w oczy rozmówcy i sprawa była załatwiona. Trudna sprawa, bo przepisy jednoznacznie określały, że tylko ukończenie 16 lat pozwala uczęszczać na kurs, a jemu brakowało jeszcze ponad pół roku. Nie miał jednak czasu czekać. „Salamandra", szybowiec dla początkujących, kusiła... Po kilku zajęciach teoretycznych przyszła kolej na pierwsze „szury" po ziemi. Jeszcze na uwięzi, ale już coraz wyżej. Kilka metrów tuż tuż nad murawą lotniska. Samodzielnie, bo szkolne szybowce, o najwłaściwszej chyba nazwie - „ABC", były jednomiejscowe i od początku młodzi adepci musieli polegać tylko na własnych siłach. Nauka szła szybko. Janek, opanowany pasją latania, coraz zazdrośniej spoglądał na „Salamandrę". Aż wreszcie latem 1956 roku po raz pierwszy wzbił się na niej w powietrze. Poznał wspaniały smak emocji i wzruszenie, gdy odczepiono linę, która wiązała go.z samolotem. Sam w powietrzu...
calling card | prepaid calling card | phone card