W 1960 roku ze łzami
W 1960 roku ze łzami w oczach zbierała pierwsze owoce. Znalazła się w składzie kadry narodowej. Wytypowano ją do obrony polskich barw w zawodach na Węgrzech. Niezapomniany moment, gdy przypinała Białego Orła... Pierwszy raz w życiu! Zawody były dla Szydłowskiej nieudane, ale pierwszy krok na drodze do sławy został zrobiony. W składzie kadry miała pozostać niezmiennie do dziś. Trzy lata później jej pierwsze mistrzostwa świata w Helsinkach. Zajęła 13 lokatę, niezłą jak na debiutantkę. W 1965 roku w szwedzkiej miejscowości Yesteras było jednak znacznie gorzej, zaledwie 28 miejsce, rezultat tak częstego u Szydłowskiej przetrenowania. Człowiek, który wreszcie zharmonizował jej wrodzone cechy psychofizyczne z odpowiedriim treningiem, miał nadejść dopiero za cztery lata. Do tego czasu Szydłowska nie miała trenera z prawdziwego zdarzenia, przygotowywała się niemal sama, ufna jedynie we własną pracę. I nagle, niby meteor, zjawił się pierwszy wielki sukces. Przez mistrzostwa świata w 1967 roku w holenderskiej miejscowości Amersfoort Polki przeszły niczym huragan, zmiatając niemal zupełnie faworyzowane reprezentantki USA. Szydłowska zdobyła wtedy dwa medale: brązowy za występ Indywidualny i złoty za zwycięstwo drużynowe. Lepsze od niej były tylko koleżanki z reprezentacji: Mączyńska i Pisko-rek, które zajęły w kolejności pierwszą i drugą lokatę. Huśtawka formy trwała jednak nadal. Przed kolejnymi mistrzostwami świata w 1969 roku w Valley Forge (USA) Szydłowska trenowała jak opętana. 250 strzałów dziennie - oto jej porcja. Przeciążony bark odmówił posłuszeństwa. W tej sytuacji trudno było marzyć o dobrym miejscu.
Skup tonerów | alveo |