W glorii sławy
W glorii sławy i chwały witano na warszawskim lotnisku polską ekipę, a szczególnie 25-letniego Jana Wróblewskiego. Huczne powitania, wywiady, uroczyste spotkania skończyły się jednak po kilku tygodniach. Znów nastał czas wytężonej pracy, wielogodzinnego treningu, dni spędzanych bez mile łechcących dumę sążnistych opisów podniebnych przygód w jego wykonaniu. W życiu nowo kreowanego mistrza świata zaszły jednak wkrótce poważne zmiany. Na kilka miesięcy przed mistrzostwami świata w 1968 roku, które rozgrywane były w Lesznie, przeniósł się właśnie do tego miasteczka. Chciał mieć więcej czasu na trening, a ambicja obronienia pierwszej lokaty, zdobytej w South Cerney, zobowiązywała. W podlcsz-czyńskiej wiosce Strzyżewice - z lotniska w Lesznie widać zabudowania tamtejszego PGR - zamieszkał w wynajętym pokoju. Już z żoną. Na uboczu, po cichu, jak zwykle. Latał od świtu do nocy, każdy lotny dzień wykorzystywał bez chwili wytchnienia. Gdy rozpoczęły się mistrzowskie loty, oczekiwano na polskie sukcesy, na zwycięstwo Wróblewskiego. Ze obroni światowy prymat. Nie obronił. Atut „własnego" nieba w tym sporcie nie zdał się na wiele. Zajął ledwie czternastą pozycję. Co się stało z Polakami, czy aby dość pilnie trenowali, czy nie przewróciło im się w głowie, czy aby nie jest im za dobrze? Nie doczekano się wyczerpujących odpowiedzi. „Jednodniowi" fachowcy rychło odłożyli długopisy i jak zwykle dla szybownictwa nastał czas ciszy.
ubezpieczenia na narty | Ławka do ćwiczeń | Samorządowe Koło TPD