W życiu miał jednak
W życiu miał jednak zawsze powieki szeroko otwarte, wiedział, że musi się jeszcze wiele uczyć. Więc i wtedy w Łodzi, długo w myślach analizował ten cios, którym krakowianin Teofil Kowalski posłał na dziesięć sekund w „krainę niebytu" pięściarza z NRF. To był ciężki nokaut, którego obserwacja mogła wyleczyć z pięściarskich ciągotek każdego nowicjusza. Lecz Szczepański nowicjuszem już nie był. On widział w tym tylko majstersztyk, sposób na efektowne zwycięstwo. Inaczej jednak spojrzał na to po kilku miesiącach. Właśnie wtedy, w tej samej Łodzi i na tym samym ringu miał się zmierzyć z Kowalskim w finałowym pojedynku o tytuł mistrza Polski roku 1958. Nie posiadł jeszcze wówczas sztuki nakładania więzów na wyobraźnię. Nie widział rywala, widział jego poprzedni triumf. Czy się bał? Tym razem jednak obyło się bez interwencji lekarza. Szczepański przegrał, lecz wrócił do domu z pierwszym w swojej karierze tytułem wicemistrza Polski. W rok później - przytył, zmężniał - wystąpił w wyższej kategorii. To były naturalne prawa rozwoju młodego organizmu, a nie ucieczka przed Kowalskim. I tym razem dotarł do finału po' zwycięstwie nad niezłym piłkarzem i dobrym na ówczesne czasy bokserem - Kazimierzem Bo-czarskim z „Cracovii". W finałowej rozgrywce miał zmierzyć się ze wschodzącą gwiazdą pomorskiego boksu - Jerzym Adamskim.
metalizacja natryskowa | kraków pirelli sottozero | Agencja Reklamowa